Świąteczna Choinka. Kiedyś tak prosta, oczywista w swoim wyglądzie, dzisiaj przybiera najbardziej niesamowite kostiumy i zaskakuje nas swoim wyglądem. Bywa, że zastanawiamy się czy to nadal jeszcze bożonarodzeniowe drzewko... Tak jak powiedzmy, rozłożona drabina, z narzuconym szalem światełek, pachnąca jednak drewnem (o ile nie polakierowana), czy wyklejanka na ścianie w typowo choinkowym kształcie lub mozaikowa choinkowa malowanka na sporym kawałku tektury, nie mówiąc o biblioteczce, gdzie książkowy nieład na przekór świątecznemu porządkowi, stanowi ważny element wystroju. Jak widać choinkę można zrobić ze wszystkiego, wystarczy uruchomić wyobraźnię. I cieszą oko takie choinki, zwłaszcza w dziecięcych pokojach. I jeśli nawet łamią nasze przyzwyczajenia to zwracają uwagę i chwalą inwencję. I ja je lubię, zwłaszcza zimowe minimalistyczne drzewko-gałąź z pierwszego zdjęcia. Nie na tyle jednak, by zastąpiło ono miejsce w moim sercu dla choinki wyjątkowej... choinki w domu moich dziadków. Najpiękniejszej choinki na świecie! Pachnące drzewko, ścięte w lesie (tak wiem, wiem, teraz tak nie można) przez mojego Dziadka, przyniesione w dzień Wigilii do domu i przez niego przyozdobione (czasami pozwalał wnukom pomagać, o ile nie rozrabiały, a że zdarzało się to rzadko, więc najczęściej Dziadek miał całą choinkę dla siebie :)). Przystrajanie choinki Dziadek uważał za swój przywilej i dobrowolnie z niego nie rezygnował. Dla niego to była czysta radość wieszać na drzewku te wszystkie bombki, orzechy, pierniki, małe jabłka, cukierki, sople-lizaki, bibułkowe i słomkowe ozdoby, wycinankowe i srebrzyste łańcuchy, różnokolorowe światełka, a na końcu, oczywiście, sztuczne ognie :) Smutne zimowe drzewko dzięki Dziadkowi przemieniało się w wytworną uroczą pannę. I takie właśnie bożonarodzeniowe drzewko jest dla mnie najpiękniejsze! Takie chcę mieć. Kiedyś. Póki co, na 30 m2 cieszę oczy i serce świątecznym stroikiem :) Ale gdy tylko zamknę oczy pachną mi choinkowe pierniki i jabłka w domu moich dziadków...
12.12.2011
18.11.2011
26.10.2011
21.10.2011
Doshi Levien
Doshi Levien a właściwie duet projektantów: Nipa Doshi z Indii i Jonathan Levien z Wielkiej Brytanii (prywatnie małżeństwo) tworzy razem od 2000 roku. Poznali się w London's Royal Collage of Art, gdzie razem studiowali wzornictwo produktu. W 1997 roku, po ukończeniu studiów, Nipa powróciła do Indii, aby pracować z lokalnymi rzemieślnikami. Po krótkim pobycie w swoim kraju przyleciała znowu do Londynu, gdzie spotkała się z Jonathanem. Od tamtej pory ich ścieżki zawodowe, jak i prywatne się połączyły. Dzisiaj, pod marką Doshi Levien z Londynu projektują różnorodne przedmioty codziennego użytku, poczynając od sztućców dla firmy Habitat, po naczynia kuchenne dla Tefala, na meblach dla włoskiego producenta Moroso kończąc. Kombinacja dwóch kultur zaowocowała niezwykłymi, nowatorskimi projektami. Nipa jest pod silnym wpływem kultury i wzornictwa Indii - w projektach Doshi Levien tkaniny i ręczne hafty są dziełem hinduskich rzemieślników. Jonathan natomiast ma swoje korzenie w dziedzinie wzornictwa przemysłowego i nowoczesnych technologii (w dzieciństwie często odwiedzał fabrykę rodziców) - precyzja i wytrzymałość projektów to jego domena. Projekty, dzięki którym stali się sławni, a więc kanapy i sofy dla Moroso, perfekcyjnie łączą w sobie tradycję z nowoczesnością. Połączenie takie może byłoby banalne, gdyby nie było tak prawdziwe. Mnie w ich pracach zachwyciła właśnie ta niepowtarzalna kombinacja tradycji z nowoczesnością, dbałość o szczegóły, perfekcyjne połączenie kolorów, lekkość i element zabawy. Projekty londyńskiego studia Doshi Levien chętnie widziałabym w swoim domu :)
Kanapy i sofy z kolekcji My Beautiful Backside dla firmy Moroso:
połączenie babcinej kanapy z futurystycznym wzornictwem z lat 60-tych...
krzesło Capo dla firmy Cappellini:
projekt zainspirowany obrazem eleganckiego dżentelmena w dobrze skrojonym garniturze i kapeluszu
krzesło Paper Plane dla firmy Moroso:
krzesła z elementami kryształków Swarovskiego - "kryształy są zintegrowane do projektu tak, aby stały się prawie niewidoczne, ukryte przez przeszyte linie, pojawiają się tylko wtedy, gdy błyszczy światło od nich".
"leżanki" z kolekcji Charpoy:
i na koniec naczynia kuchenne dla firmy Tefal:
Tytułem wstępu
Mój notes pęka w szwach od nadmiaru adresów stron prezentujących piękne wnętrza, przedmioty, inspirujące fotografie, nowoczesny design i pokryty kurzem a odgrzebany vintage. I książki - oczywiście - ich nie może zabraknąć :) Ten blog będzie mi więc służył do zapamiętywanie tych rzeczy, które mnie zachwyciły, zainspirowały, dały do myślenia, uradowały, zadziwiły itd... Chciałabym je wszystkie zapamiętać, posegregować, wykorzystać w dobrym tego słowa znaczeniu. Czy chcemy tego czy nie, jesteśmy otoczeni przedmiotami. Przedmioty często nas przeżywają. My się do nich przywiązujemy - o kimś lub o czymś nam przypominają lub, zwyczajnie tylko, dają nam prostą radość. Mamy wpływ na to czym (lub kim - ale to temat na odrębny post ;)) się otaczamy. Więc... z pewną taką nieśmiałością... zaczynam... :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































