Świąteczna Choinka. Kiedyś tak prosta, oczywista w swoim wyglądzie, dzisiaj przybiera najbardziej niesamowite kostiumy i zaskakuje nas swoim wyglądem. Bywa, że zastanawiamy się czy to nadal jeszcze bożonarodzeniowe drzewko... Tak jak powiedzmy, rozłożona drabina, z narzuconym szalem światełek, pachnąca jednak drewnem (o ile nie polakierowana), czy wyklejanka na ścianie w typowo choinkowym kształcie lub mozaikowa choinkowa malowanka na sporym kawałku tektury, nie mówiąc o biblioteczce, gdzie książkowy nieład na przekór świątecznemu porządkowi, stanowi ważny element wystroju. Jak widać choinkę można zrobić ze wszystkiego, wystarczy uruchomić wyobraźnię. I cieszą oko takie choinki, zwłaszcza w dziecięcych pokojach. I jeśli nawet łamią nasze przyzwyczajenia to zwracają uwagę i chwalą inwencję. I ja je lubię, zwłaszcza zimowe minimalistyczne drzewko-gałąź z pierwszego zdjęcia. Nie na tyle jednak, by zastąpiło ono miejsce w moim sercu dla choinki wyjątkowej... choinki w domu moich dziadków. Najpiękniejszej choinki na świecie! Pachnące drzewko, ścięte w lesie (tak wiem, wiem, teraz tak nie można) przez mojego Dziadka, przyniesione w dzień Wigilii do domu i przez niego przyozdobione (czasami pozwalał wnukom pomagać, o ile nie rozrabiały, a że zdarzało się to rzadko, więc najczęściej Dziadek miał całą choinkę dla siebie :)). Przystrajanie choinki Dziadek uważał za swój przywilej i dobrowolnie z niego nie rezygnował. Dla niego to była czysta radość wieszać na drzewku te wszystkie bombki, orzechy, pierniki, małe jabłka, cukierki, sople-lizaki, bibułkowe i słomkowe ozdoby, wycinankowe i srebrzyste łańcuchy, różnokolorowe światełka, a na końcu, oczywiście, sztuczne ognie :) Smutne zimowe drzewko dzięki Dziadkowi przemieniało się w wytworną uroczą pannę. I takie właśnie bożonarodzeniowe drzewko jest dla mnie najpiękniejsze! Takie chcę mieć. Kiedyś. Póki co, na 30 m2 cieszę oczy i serce świątecznym stroikiem :) Ale gdy tylko zamknę oczy pachną mi choinkowe pierniki i jabłka w domu moich dziadków...











